BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

1 grudnia 2009

Jakiś czas temu zobaczyłam po raz pierwszy swoje odbicie. Szłam po lesie, deszcz moczył mi ubranie, a włosy zlepiał w kilka grubszych pasem. Po twarzy spływały mi słone krople i jedna za drugą ściekały po brodzie. Zatrzymałam się, bo zauważyłam krzak pięknych, soczystych jagód. Zerwałam parę owoców i włożyłam je do ust. Tak bardzo lubiłam jagody… Mama była mistrzynią w robieniu z nimi racuchów. Kiedyś nawet sama próbowałam coś przygotować w kuchni, ale zawsze kończyło się tak samo – wietrzeniem całego pomieszczenia z zapachu spalenizny. Teraz, gdy poczułam ich smak, aż się skrzywiłam… W pierwszej sekundzie pomyślałam, że są niedojrzałe, lub zepsute. Jednak wyglądały zdrowo i bardzo smakowicie. Dopiero po chwili skojarzyłam fakty… To moje kubki smakowe nie działają tak, jak wcześniej. W ogóle nie poczułam ich smaku, a gdy pękały pod wpływem nacisku moich zębów, wcale nie sprawiały mi przyjemności tak, jak dawniej. Wręcz przeciwnie – ich sok nieprzyjemnie rozpływał się po języku i delikatnie drapał w gardło. Wyplułam wszystko bez zastanowienia. No tak. Jedynie smak krwi sprawia mi przyjemność. Nawet chwilę zastanawiałam się dlaczego tak akurat jest, ale nie znalazłam odpowiedzi, bo na samą myśl poczułam ogień w gardle. Zacisnęłam pięści i powieki, skuliłam się. Piłam przecież przed chwilą, muszę wytrzymać… Na szczęście nocami nikt nie zapuszczał się tak głęboko w las. Ludzie byli bezpieczni. Nie znaczy to wcale, że ja do nich dostać się nie mogę… Moje myśli zawładnęła jedynie rządza… Gdy tak kucałam z pochyloną głową próbowałam zająć się czymś innym. Pomyślałam o Sarze – mojej kochanej Sarze. Tak bardzo mi jej brakowało. Tych zabawnych rozmów i wesołych z nią zabaw. Zawsze miała fantazję. Zapewne po mamie. Ja odziedziczyłam po ojcu jedynie brak jakichkolwiek zdolności. Otworzyłam oczy i wtedy ogarnęło mnie przerażenie, które skutecznie oderwało mnie od obmyślania planu szybkiego mordu niewinnych ludzi. W kałuży pod moimi stopami ukazały mi się dwa czerwone punkciki, które wpatrywały się z lekkim strachem i zaciekawieniem prosto we mnie. Moje oczy. Moje nowe, doskonałe oczy. Doskonałe? Ten kolor… Aż przyprawiał o dreszcze. Mieszane uczucia… Do tej pory prześladowały mnie krwistoczerwone ślepia jednego osobnika, który miesiąc temu zrobił ze mnie potwora. Teraz te oczy należały do mnie… Zastanowiłam się, skąd ta barwa. Jedyne, co mi przychodziło do głowy to skojarzenie z krwią. Przypomniało mi się, że gdy próbowałam odżywiać się tylko zwierzętami, moje oczy wydawały się ciemniejsze. Lecz gdy w grę wchodziła krew człowieka… Zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dalej żyć. Ludzie, których zabijam, nie zawinili przecież niczemu. Tak samo jak ja tego pamiętnego wieczoru… Wtedy postanowiłam, że już nigdy moje kły nie wbiją się w żadnego człowieka.

Nawet nieźle się trzymam - od czterech dni nie smakowałam ani kropli ludzkiej krwi. Nie czuję się tak świetnie, jak wcześniej, ale nadal moje siły mają niewyczerpalne pokłady energii. Za to moje zapotrzebowanie na krew zwierzęcą bardzo się wzmogło. Polowałam dosłownie co chwila. Moje pragnienie nie dawało mi spokoju, ale wolałam częściej zabijać zwierzęta, niż od czasu do czasu tylko ludzi. Na domiar złego musiałam zmienić kryjówkę, żeby ludzie nie zauważyli, że w okolicy mieszka bestia. Oczywiście w razie gdyby mnie dopadli nie mieliby ze mną żadnych szans, ale zapewne nie mogłabym się oprzeć tylu bezbronnym (jak dla mnie) ludzi, którym pulsowałyby ze zdenerwowania żyły na szyi pełne gorącej, kuszącej krwi. I znowu ostry ból w przełyku… Jedyne, co mnie uspokajało, to polowanie. Zabiłam już tyle zwierząt… Zabawne, że nie miały ze mną żadnych szans. Ja, drobna szesnastolatka w ciągu kilku minut potrafię uporać się z niedźwiedziem grizzly, czy z wilkiem…

29 listopada 2009

Po co piszę ten pamiętnik? Nie wiem. Być może chcę w ten sposób zachować chociaż odrobinę swojego człowieczeństwa, którego w zasadzie zostało mi niewiele. Bycie nowo narodzoną nie należy do najweselszych spraw…


Ostatnie, co pamiętam to para ognistoczerwonych oczu i białe jak śnieg kły rzucające się do mojej szyi. Potem już był tylko ból. Piekielny ból rozchodzący się po całym moim sztywnym ciele. Wiłam się z bezsilności, krzyczałam ile tchu w płucach. Ból był tak ostry i przenikliwy, że czułam go w każdym milimetrze swojego ciała. Darłam się w niebogłosy, krzyczałam najgłośniej jak tylko mogłam. Dziwne, że mnie nikt nie słyszał. A może słyszał, tylko nie zareagował? Nie wiem. Już mnie to nie interesuje. Kiedy ból trochę zelżał otworzyłam szybko oczy, by się dowiedzieć, czy żyję. Nie byłam tego wcale taka pewna. Moje bezwładne ciało nie współpracowało z mózgiem. Nie mogłam się podnieść przez jakieś dziesięć minut. Nie czułam nic, prócz lekkiego podmuchu wiatru, owiewającego moją twarz. Leżałam na obdrapanej podłodze, pod policzkiem czułam każde jej wgniecenie, każdą jej rysę. Brzuch i klatka piersiowa bezwładnie przylegały do nierównej, wilgotnej ziemi. Słyszałam szum morza. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Mimo iż panowała całkowita ciemność, widziałam wszystko doskonale. Małe pajączki wdrapujące się po skale na górę, kurz wirujący w rytm wiatru… Rozejrzałam się i zdałam sobie sprawę, że jestem w jaskini. Na zewnątrz sowy pohukiwały cicho, a wilki wyły donośnie do księżyca. Panowała noc. Niewielki snop światła, zapewne od księżyca wpadał przez dziurę wyżłobioną w ścianie. Wszystko słyszałam wyraźniej. Jakby działo się to tuż obok mnie. Uniosłam się na łokciach. Poczułam ból. Ogromny ból w okolicach klatki piersiowej. Tylko że to nie przypominało bólu fizycznego. Bardziej psychiczny. Nawet trudno było to nazwać jakimkolwiek bólem. Czułam wielką pustkę wewnątrz swojego ciała i umysłu. Mocno zacisnęłam powieki i przyłożyłam rękę do piersi w odruchowym geście. Wtedy to właśnie zdałam sobie sprawę, że moje serce jest martwe. Nie wyczułam żadnego, pojedynczego bicia. Pomyślałam, że to jakiś koszmarny sen, że to wszystko zaraz się skończy… Ale ból nie ustąpił. Upadłam na podłogę i skuliłam się w kłębek. Wcale nie było mi zimno, nie czułam nic. Zupełnie nic. Oprócz ogromnej pustki przenikającej przez całe moje ciało. Zamknęłam oczy i wtedy w mojej głowie ukazały się rozmazane obrazy. Przypominałam sobie powoli co się stało ze mną. Pamiętałam tylko, jak szłam leśną dróżką. Było ciemno i cicho. Minęła mnie jakaś kobieta bardzo elegancko ubrana. Przez wielki kapelusz, który miała na głowie nie dojrzałam jej twarzy. Jedyne, co mnie zaciekawiło to lekki, czerwonawy błysk pod rondem kapelusza. Przypomniało mi się, że pachniała lawendą. Bardzo mdłe perfumy – pomyślałam. A potem były już tylko oczy. Wściekle czerwone oczy i białe zęby, które uczyniły ze mnie to, czym teraz jestem.


Kiedy tak leżałam i próbowałam sobie przypomnieć wszystko dokładnie poczułam tą woń… Słodką, kojącą, a jednocześnie sprawiającą ogromny ból w przełyku. Odruchowo złapałam się za gardło i jedyne, o czym myślałam, to dostać się do źródła zapachu. Natychmiast rzuciłam się do biegu. Nie myślałam o tym gdzie biec – woń, którą czułam jakby sama mnie do siebie prowadziła. Moje zmysły działały z niesamowitą precyzją. Biegłam tak szybko, że obrazy po bokach rozmazywały się w jedną całość. Już z daleka zobaczyłam spacerującego młodego mężczyznę po plaży. Nie przestając biec dostrzegłam, że ma piękne, zielone oczy i kasztanowe włosy związane nad karkiem w koński ogon. On nawet mnie nie zauważył. Rzuciłam mu się do gardła, a w głowie miałam tylko jedną myśl: krew. Piekło w moim przełyku zelżało już pod wpływem pierwszej kropli… Kiedy skończyłam, spojrzałam na swą pierwszą ofiarę. Mężczyzna nadal miał otwarte oczy i grymas przerażenia na twarzy. Dotarło do mnie wtedy, że jestem mordercą. Że żyję tylko i wyłącznie dzięki krwi innych osób. Że bez wahania można mnie nazwać potworem. I że nienawidzę siebie. I tego, kto mi to zrobił.

Jest to blog pisany jako dziennik pewnej Nowo Narodzonej. Historię wymyśliłam sama, jest to moja pierwsza taka przygoda z długopisem i kartką papieru. Mimo wszystko mam nadzieję, że się spodoba i liczę na szczerą krytykę każdego, kto tu chcący lub niechcący trafi. Blog pomaga mi prowadzić elf1994, za co Jej serdecznie dziękuję.