Jakiś czas temu zobaczyłam po raz pierwszy swoje odbicie. Szłam po lesie, deszcz moczył mi ubranie, a włosy zlepiał w kilka grubszych pasem. Po twarzy spływały mi słone krople i jedna za drugą ściekały po brodzie. Zatrzymałam się, bo zauważyłam krzak pięknych, soczystych jagód. Zerwałam parę owoców i włożyłam je do ust. Tak bardzo lubiłam jagody… Mama była mistrzynią w robieniu z nimi racuchów. Kiedyś nawet sama próbowałam coś przygotować w kuchni, ale zawsze kończyło się tak samo – wietrzeniem całego pomieszczenia z zapachu spalenizny. Teraz, gdy poczułam ich smak, aż się skrzywiłam… W pierwszej sekundzie pomyślałam, że są niedojrzałe, lub zepsute. Jednak wyglądały zdrowo i bardzo smakowicie. Dopiero po chwili skojarzyłam fakty… To moje kubki smakowe nie działają tak, jak wcześniej. W ogóle nie poczułam ich smaku, a gdy pękały pod wpływem nacisku moich zębów, wcale nie sprawiały mi przyjemności tak, jak dawniej. Wręcz przeciwnie – ich sok nieprzyjemnie rozpływał się po języku i delikatnie drapał w gardło. Wyplułam wszystko bez zastanowienia. No tak. Jedynie smak krwi sprawia mi przyjemność. Nawet chwilę zastanawiałam się dlaczego tak akurat jest, ale nie znalazłam odpowiedzi, bo na samą myśl poczułam ogień w gardle. Zacisnęłam pięści i powieki, skuliłam się. Piłam przecież przed chwilą, muszę wytrzymać… Na szczęście nocami nikt nie zapuszczał się tak głęboko w las. Ludzie byli bezpieczni. Nie znaczy to wcale, że ja do nich dostać się nie mogę… Moje myśli zawładnęła jedynie rządza… Gdy tak kucałam z pochyloną głową próbowałam zająć się czymś innym. Pomyślałam o Sarze – mojej kochanej Sarze. Tak bardzo mi jej brakowało. Tych zabawnych rozmów i wesołych z nią zabaw. Zawsze miała fantazję. Zapewne po mamie. Ja odziedziczyłam po ojcu jedynie brak jakichkolwiek zdolności. Otworzyłam oczy i wtedy ogarnęło mnie przerażenie, które skutecznie oderwało mnie od obmyślania planu szybkiego mordu niewinnych ludzi. W kałuży pod moimi stopami ukazały mi się dwa czerwone punkciki, które wpatrywały się z lekkim strachem i zaciekawieniem prosto we mnie. Moje oczy. Moje nowe, doskonałe oczy. Doskonałe? Ten kolor… Aż przyprawiał o dreszcze. Mieszane uczucia… Do tej pory prześladowały mnie krwistoczerwone ślepia jednego osobnika, który miesiąc temu zrobił ze mnie potwora. Teraz te oczy należały do mnie… Zastanowiłam się, skąd ta barwa. Jedyne, co mi przychodziło do głowy to skojarzenie z krwią. Przypomniało mi się, że gdy próbowałam odżywiać się tylko zwierzętami, moje oczy wydawały się ciemniejsze. Lecz gdy w grę wchodziła krew człowieka… Zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dalej żyć. Ludzie, których zabijam, nie zawinili przecież niczemu. Tak samo jak ja tego pamiętnego wieczoru… Wtedy postanowiłam, że już nigdy moje kły nie wbiją się w żadnego człowieka.
Nawet nieźle się trzymam - od czterech dni nie smakowałam ani kropli ludzkiej krwi. Nie czuję się tak świetnie, jak wcześniej, ale nadal moje siły mają niewyczerpalne pokłady energii. Za to moje zapotrzebowanie na krew zwierzęcą bardzo się wzmogło. Polowałam dosłownie co chwila. Moje pragnienie nie dawało mi spokoju, ale wolałam częściej zabijać zwierzęta, niż od czasu do czasu tylko ludzi. Na domiar złego musiałam zmienić kryjówkę, żeby ludzie nie zauważyli, że w okolicy mieszka bestia. Oczywiście w razie gdyby mnie dopadli nie mieliby ze mną żadnych szans, ale zapewne nie mogłabym się oprzeć tylu bezbronnym (jak dla mnie) ludzi, którym pulsowałyby ze zdenerwowania żyły na szyi pełne gorącej, kuszącej krwi. I znowu ostry ból w przełyku… Jedyne, co mnie uspokajało, to polowanie. Zabiłam już tyle zwierząt… Zabawne, że nie miały ze mną żadnych szans. Ja, drobna szesnastolatka w ciągu kilku minut potrafię uporać się z niedźwiedziem grizzly, czy z wilkiem…
0 komentarze:
Prześlij komentarz